Wieczerza wigilijna była już gotowa. Potrawy pyszniły się na białej porcelanie z kobaltowymi i złotymi paseczkami. Choinka, przystrojona w bombki pamiętające ubiegły wiek, pachniała na cały dom, a rodzina w odświętnych ubraniach zgromadziła się w pobliżu świątecznego stołu. A potem był najpiękniejszy moment tego wieczoru: dzielenie się opłatkiem i składanie życzeń. Babcia Ela jak zwykle się rozczuliła i po kryjomu przełykała łzy, kiedy wypowiadała „niech Bóg obdarzy cię szczęściem i pokojem”. Życzenia trwały długo, wszyscy się ściskali i panowało lekkie zamieszanie, z kuchni zalatywał aromat barszczyku. Powoli emocje opadały i wszyscy zajmowali swoje miejsca przy stole, oczywiście oprócz tego jednego, czekającego na niespodziewanego gościa.
W tym momencie rozległ się dzwonek, a dziadek cicho westchnął:
– Któż to może być?
– Już biegnę otworzyć! – zaoferowałam się.
Dopadłam drzwi wejściowych, a na moje pytanie:
– Kto tam?
Usłyszałam cienki głosik:

Na zajęciach z kreatywnego pisania nasza prowadząca Danusia podała nam cztery słowa. Były to: koziorożec, mleko, sztylet, desusy. Mieliśmy ułożyć jak najkrótszy tekst z użyciem powyższych, odległych od siebie znaczeniowo, słów.
Nie na darmo moi znajomi nadali swojej córce nietuzinkowe imię – Rozalinda. Być może przeczuwali, że będzie to istota niezwykła…
Poszukiwane są 2 młode kobiety, które w środę o godz.17 pojawiły się na dziedzińcu wawelskim. Nie bacząc na zwyczaje tam panujące wtargnęły na trawnik w pobliżu kwitnących magnolii. Następnie wyciągnęły z toreb jedna flet, a druga skrzypce.
Chyba nikt nie ma wątpliwości, że skoro dostaliśmy w dzierżawę ciało, to naszym obowiązkiem jest o nie dbać.
Zdarzyło się to pod koniec czerwca tego roku. Ewa, przebywająca u przyjaciółki Hani na wsi, poczuła, że nastało lato. Wiejskie zapachy, śpiew ptaków, dzika roślinność – wszystko to sprawiło jej ogromną radość.
Zdarzenie to miało miejsce w czasach głębokiej komuny. Młodszemu pokoleniu trudno chyba sobie wyobrazić pustki w sklepach, ale rzeczywiście tak było, czyli nic nie było.
Niedawno spotkałam grupę dziarskich żołnierzy. Szli szybko z naprzeciwka. Wtedy przypomniałam sobie pewne zdarzenie.
