List z przeszłości

Z panem Antonim, dystyngowanym starszym panem i moim sąsiadem, byłam zaprzyjaźniona od dawna. Lubiłam spokój jaki zawsze gościł w naszych kontaktach. Ostatnio jednak przeżyłam przez niego prawdziwe trzęsienie ziemi, kiedy przeczytał mi świeżo otwarty list. Oto on:
Mój Synu Maurycy!
Kiedy będziesz czytał ten list, oczywiste będzie, że opuściłem swoje ciało i przeszedłem do lepszego świata. Nie życzę sobie, żeby ktokolwiek po mnie płakał. Powinniście wtedy cieszyć się, że jestem już szczęśliwy i słowo daję, że płaczków
będę straszył!
Ten list zdeponowałem u notariusza, bo też zaraz się przekonasz, że wiadomości
tu zawarte są nadzwyczajnej wagi.

Nasze życie przebiegało spokojnie i raczej biednie. Nie chciałem uciekać z naszej
ojczyzny, dość szybko zorientowałem się jakie zamiary wobec nas mają komuniści.
W naszej rodowej siedzibie bylibyśmy narażeni na inwigilację, więc zabrałem
najbliższą rodzinę do Krakowa, gdzie w spokoju ukończyłeś nauki. Jestem i zawsze byłem z Ciebie dumny, no może nie do końca? Ta twoja żona z klasy średniej…ale z drugiej strony jej rodzina porządna, bo dziad był organistą w kościele Mariackim, ojciec lekarzem. Na dodatek ta krzyżówka okazała się znakomita, bo dzieci macie wybitnie mądre i inteligentne.

Twoje pochodzenie dla waszego dobra cały czas trzymałem w tajemnicy…
I teraz najważniejsze: nazwisko, którym się posługujemy nie jest prawdziwe, bo zmieniłem jedną literę. Niby tak mało, ale to zapewniło Wam spokój. Bałem się szykan ze strony powojennej władzy, bo chyba słyszałeś, że stryj Mateusz nie chciał się ukrywać i dziesięć lat(!)spędził w więzieniu za to tylko, że był arystokratą.

Drogi Maurycy! To Ty i Tomasz, Twój syn, macie największe prawo do Ordynacji, której de facto nie ma, ale jest pewna tajemnica.

Czytaj dalej

Otóż przed samą II wojną światową ostatni Ordynat zdeponowane olbrzymie skarby w bankach szwajcarskich i w Canadzie.
Z tego co wiem, a zawsze starałem się być na bieżąco, nic nie zostało naruszone.
My, mam tu na myśli naszą rodzinę, zawsze dbaliśmy przede wszystkim o dobro Rzeczypospolitej. Należy tu wspomnieć naszego protoplastę Jana, człowieka szlachetnego i odpowiedzialnego zarządcę. Był fundatorem miasta idealnego o przejrzystej, jednorodnej zabudowie, a dzięki fortyfikacjom gwarantujące bezpieczeństwo. Oferował rzemieślnikom tanie kredyty, sprowadzał kupców, budował huty i cegielnie. Założył też Akademię, którą w całości opłacał. Posiadał również własne wojsko i odnosił sukcesy na polu bitwy. Kiedy umierał, Ordynacja liczyła 149 wsi i 6 miast. Na dodatek jego następcy powiększali majątek przez 350 lat!
Wiadomo, że teraz nie odtworzysz Ordynacji, ale skarby w depozycie są i mogą bardzo pomóc krajowi.
Proponuję Tobie pójść w ślady pra, pradziada…

Od jakiegoś czasu mam możliwość zaglądania do przyszłości i wiem, że przyjdzie na to czas.
Nastąpi to całkiem niedługo, po okresie chaosu, oddzielania ziarna od plew. Potem sytuacja w Rzeczypospolitej się uspokoi i możesz zacząć działać.
A teraz moja prośba. Załóż fundację dla niezamożnych artystów, by spełniło się marzenie mojego przyjaciela salezjanina śp. ks. Jana Palusińskiego, człowieka bardzo przeze mnie cenionego – otwartego, radosnego. On sam był twórcą polskiego Sacrosongu!
Z mojego obecnego świata będę Ci dawał znaki i wszystkiego przypilnuję, bo póki co wiem więcej.. Odczytasz je bez problemu, moja w tym głowa.
Dlatego się nie przejmuj. Z jednej strony ja, a z drugiej Ty i dobrze wykształcony Tomasz.
Nasza Rzeczpospolita rozkwitnie. Widzę te zielone połaci łąk, szczęśliwych ludzi. Nasz kraj to zasobna kraina, a kiedy zło go opuści, stanie się rajem. Doczeka tego już Twój syn Tomasz i jego dzieci.
Zostańcie z Bogiem
Twój ojciec, Antoni

Anioł Stróż Polski

droga do nieba W tym roku, pomimo zarazy, wybrałyśmy się z moją przyjaciółka Lucyną w Bieszczady. Wycieczka udała się znakomicie: pogoda, nocleg, zwiedzanie. Kiedy zamknę oczy i myślę o tym wyjeździe, widzę tylko słońce. Może to za sprawą niezwykłego spotkania…
Bo w drodze powrotnej uparłam się, że musimy jechać do Przemyśla. Miewam takie silne nakazy wewnętrzne.

Dzień był wyjątkowo upalny jak na koniec września. Spacerowałyśmy po mieście i w zachwycie podziwiałyśmy strome uliczki, malownicze podcienia i kościoły. Jest tam dużo ogromnych kościołów ,co mnie zaskoczyło, bo Przemyśl to nieduże miasto.

Dosyć już zmęczone dotarłyśmy do najstarszych zakątków w mieście w okolice katedry.
I nagle…

Zobaczyłam skąpanego w słońcu Anioła Stróża Polski. Stał na postumencie, podpis był widoczny z daleka, więc od razu było wiadomo, z kim ma się do czynienia.*

– O mój kochany! – ucieszyłam się na głos, bo mogłam sobie na to pozwolić. Wiedziałam, że Lucyna nie będzie się ze mnie śmiała, a poza tym byłyśmy same.

Dopiero po powrocie do domu dowiedziałam się o nim więcej.
Otóż trzeciego maja 1863 roku, po upadku powstania styczniowego, na ulicach Przemyśla ukazał się niezwykły młodzieniec. Ubrany był z wiejska, ale promieniował światłem. Zdumiewało, że posługiwał się uczonym językiem. Opowiadał o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Polski.
Wtedy to przepowiedział, że papieżem zostanie Polak i od tego czasu będzie wzrastać znaczenie naszego kraju. Mówił, że Pan Bóg dopuścił tak wielkie cierpienie narodu polskiego, aby zmazać jego grzechy. Mówił, że Pan Bóg szczególnie ukochał Polskę jako ostoję wiary!!!

Czytaj dalej

Warto wierzyć

Piszę te słowa z serca, z potrzeby dzielenia się rzeczami prostymi i pięknymi.

Moje doświadczenia zaczęły się wiele, wiele lat temu. Byłam mniej niż umiarkowaną katoliczką i uważałam się za grzesznicę. Mam takie swoje własne miejsce na ziemi, które uważam za kwintesencję polskości i boskości. Lata całe nie miałam śmiałości, aby tam chodzić, bo czułam się niegodna. Powolutku jednak zaczęłam. Klęczałam na schodku przed kaplicą (no bo ja taka grzesznica) i coś tam mruczałam pod nosem do obrazu Matki Boskiej. Kiedyś jednak mnie zauważyła, bo nagle dostałam tak ogromną dawkę energii, że myślałam że się przewrócę, a przekaz był jeden: naprzód. Nic więcej. Nie dowierzałam sobie, nic nikomu nie mówiłam.

Przyjechał jednak mój brat cioteczny – misjonarz. Jemu mogłam to opowiedzieć. Przyjął to całkiem spokojnie i skomentował: Widzisz, jaka to niesamowita energia?

Po latach zrozumiałam: nie patrz do tyłu, nie rozpamiętuj przewinień, prawdziwych lub wyimaginowanych, nie rozczulaj się nad sobą – tyle jest do zrobienia dla naszych dzieci, dla Polski.

Mijał czas. Trochę o tym zapomniałam. Okresowo cierpiałam na depresję. Nadszedł więc dla mnie taki bardzo trudny okres. Dziś pamiętam tylko, że zostałam, jak na sznurku, zaciągnięta do mojego kącika w kościele. Oprócz wizerunku Matki Boskiej wisi tam Pan Jezus Ukrzyżowany. Bałam się cierpienia, nie mogłam patrzeć na to biedne ciało. Nic nie rozumiałam. Nagle przyszła myśl, że obojętne czy chcę, czy nie i tak mam swoją dawkę cierpienia. Świadomie zwróciłam się do Krzyża, pogodzona

.