Kameduli z Bielan piorunochronem Krakowa

– Krakowianie, czy wiecie, dzięki komu wasze miasto stoi bezpieczne i nienaruszone przez tyle stuleci? To kameduli są waszym piorunochronem – przed laty uświadomił nam kardynał Karol Wojtyła, kiedy jeszcze nie był papieżem.

Może za rzadko o tym pamiętamy?

Majestatyczny zespół klasztorny usadowił się poza miastem na malowniczej Srebrnej Górze w dzielnicy Bielany. Dawnymi czasy bywały tu koronowane głowy: Marysieńka, król Jan III Sobieski, król Władysław, Jan Kazimierz, Stanisław August Poniatowski.
Od stuleci mieszkają tu mnisi pustelnicy. Z dala od świata, w samotności i ascezie służą Bogu i całemu rodzajowi ludzkiemu.

Mieszkają w osobnych celach- domkach, eremach. Żyją według ustanowionych przed wiekami surowych zasad. Odrzucają wszystko, co przeszkadza w zbliżeniu do Boga. Na ich życie składa się: modlitwa, milczenie, samotność, post, lektura, kontemplacja i praca fizyczna.
Noszą białe habity, a zgodnie z tradycją golą głowy i zapuszczają brody.

Mężczyźni mają tu wstęp zawsze, ale kobiety tylko dwanaście razy w roku. Zastrzegł to w testamencie fundator klasztoru, Mikołaj  Wolski. Erem otoczony jest kilkuhektarowym lasem, a cały teren ogrodzony kamiennym murem. To tajemnicze miejsce. Kto nie chciałby zobaczyć mnichów żyjących jak przed wiekami?

Ja też pragnęłam tam się znaleźć. Z grupą przyjaciół w połowie czerwca, w dniu kiedy erem udostępniony był dla wszystkich, wyruszyliśmy przez Lasek Wolski.
Przed upałem chroniły nas  korony drzew.

Im bardziej zbliżaliśmy się do klasztoru, tym bardziej zmierzający do niego tłum przypominał procesję. Szły rodziny z dziećmi, starzy, młodzi.  W końcu dotarliśmy do starej i zdobionej kolorowymi freskami bramy wejściowej. Moją uwagę zwrócił umieszczony nad nią napis „Silentium”,  milczenie. W przejściu za stołem siedział braciszek i sprzedawał różańce, krzyżyki, książki. Był to starszy człowiek o idealnie gładkiej twarzy, bez jednej zmarszczki. Rzuciła mi się też w oczy niewielka skrzyneczka na wolne datki…

Weszliśmy na rozległy dziedziniec. Zobaczyliśmy przed sobą  późnorenesansowy kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP o fasadzie przypominającej włoskie pałace. Jego trzy wieże są widoczne  nawet z centrum Krakowa.
Kościół jest skromny, chociaż na ścianach wisi wiele wiekowych obrazów. Jest to jedyny kościół w Krakowie, który nie posiada organów. Wyjątkowym dziełem jest  wizerunek Matki Bożej Kamedulskiej Pani namalowany  przez kamedułę o. Wenantego z Subiaco i słynący szczególnymi łaskami. W podziemiach znajdują się katakumby, w których spoczywają zmarli bracia.

– To święte miejsce. Szkoda, że  zaniedbane. Budowle wymagają renowacji – przemknęło mi przez myśl

Wszystko było dostępne, otwarte.  Po przechyleniu się przez balustradę dziedzińca mogliśmy nawet obejrzeć eremy znajdujące się dużo niżej. Chłonęliśmy atmosferę, a mnie ogarnął błogostan jak zwykle w starych, wymodlonach klasztorach.

Ten podniosły stan zakłócali turyści spragnieni nowych wrażeń. Po prawej stronie od wejścia do kościoła zauważyli duże, drewniane drzwi zamknięte na głucho. Miały coś, co ich przyciągało. Była to dziurka od klucza. Stali w kolejce, po czym przykucali i podglądali…

Niewielkiej skrzyneczki na wolne datki pod bramą wejściową ani przy wejściu, ani przy wyjściu nikt nie zauważył…


Jeśli podobał ci się ten tekst zapraszam Cię do odwiedzenia kategorii warto wierzyć klikalny link, w którym znajdziesz inne teksty w podobnym stylu.

Sprawdź również inną moją historię klikalny link

Jedna odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. pola wymagane*