Biografia

Na świat przyszła pewnej ciepłej sierpniowej nocy ładnych parę lat temu. Chrzest otrzymała w tym samym kościele, co znany malarz Jacek Malczewski, czym  często się chwali. Dzieciństwo wspomina jako beztroskie i radosne, chociaż w rodzinie się nie przelewało.

Do najlepszego  liceum w Polsce poszła  z czysto prozaicznych względów. Nie dlatego, że  osiągała dobre wyniki w nauce, ale dlatego, że znajdowało się najbliżej jej domu. Do orłów naukowych nie należała i  liceum było dla niej źródłem stresu. Na dodatek, zamiast się uczyć, wolała spotkania ze swoją paczką, która organizowała prywatki, wycieczki, sylwestry… Wszyscy świetnie się bawili  w swoim gronie, ale przynajmniej w jej wypadku cierpiała na tym nauka.
Mama patrzyła na to krzywym okiem, a ona marzyła skrycie, żeby  wreszcie  wyrwać się z domu. Wtedy nie zdawała sobie sprawy, że był to najpiękniejszy okres w jej życiu.

Jak na skrzydłach pofrunęła na studia. Nie byle gdzie, bo do samego Krakowa. Jednak skrzydła szybko jej opadły. Tęskniła za Radomiem, za rodziną i przyjaciółmi. Nie pasowała do ludzi z roku. Pamięta takie zdarzenie:

Czytaj dalej

na drugim roku na zajęciach z gleboznawstwa w sali stały trzy długie stoły. Przy jednym siedziały koleżanki, przy drugim koledzy, a ona sama przy środkowym.
Studia  jakoś skończyła. Potem, jak to często bywa, małżeństwo, dziecko, dom.

Właśnie wtedy odkryła w sobie miłość do roślin. Opanowała ją bez reszty. W towarzystwie nie potrafiła rozmawiać o niczym innym. Przez pięć lat robiła bukieciki z długo kwitnących fiołków potocznie zwanych kornutkami i sprzedawała krakowskim straganiarkom. Początkowo było to czterdzieści bukiecików przez cały dzień, aż doszła do niezwykłej wydajności czterdziestu bukiecików, ale na godzinę. Wszystkie zarobione pieniądze wydawała na nowe rośliny do ogrodu. Na byliny, czyli kwiaty wieloletnie. Z kraju i z zagranicy.
Dzieci dorastały. Pieniędzy ciągle brakowało. To skłoniło ją do sprzedawania sadzonek na targu. I znów nie pasowała do targowego środowiska. Trwało to dwa lata i zakończyło się depresją.

Z depresji wychodziła powoli i nie był to łatwy proces. Po latach zrozumiała, jak wielką rolę w dojściu do równowagi odegrał  ogród. Jej ogród! Rośliny czują emocje ogrodnika i oddają po stokroć swą uzdrawiającą energię i w ten sposób odwdzięczają się za serce włożone w opiekę nad nimi.
Z czasem jej ogród stał się nie tyle ozdobny, co produkcyjny. Ale to nie przeszkadza jej w tym , że nadal  rozpływa się z zachwytu nad każdym kwiatkiem i zawsze najbardziej kocha te, które akurat kwitną.
Teraz weszła w okres kiedy to ludzie są dla niej najważniejsi.  Czuje całą sobą energię, jaką ze sobą niosą. A że spotyka coraz piękniejsze osoby nic dziwnego, że tak do nich lgnie. Trafiła bowiem do grupy pisarskiej i malarskiej osób  życzliwych, myślących i twórczych. Kontakt intelektualny to dla niej nowe  doświadczenie. Od dawna modli się o umiejętność nieprzywiązywania się do swoich przekonań. Spojrzenie na rzeczywistość ich oczami na pewno to ułatwi. Dlatego jest wdzięczna Wyższym Sferom, że tak akurat pokierowały jej losem.

Prowadzi spokojne, a nawet monotonne życie. Nie narzeka.
Kieruje się stwierdzeniem z książki Józefa Barana 'Przystanek Alaska’. Brzmi ono tak:, Można być w kropli wody światów odkrywcą. Można, wędrując dookoła świata, przeoczyć wszystko’.
Wymachując dziabką w ogrodzie, myśli o tym niekiedy…


Jeśli podobał ci się ten tekst zapraszam Cię do odwiedzenia kategorii inne klikalny link, w którym znajdziesz inne teksty w podobnym stylu.

Zachęcam Cię również do przeczytania, historii Danusi – mojej nauczycielki

 

Tagi: Brak tagów

Jedna odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. pola wymagane*