Angel

Wczesna wiosna to dla niej czas pracy. Jest ogrodniczką. Chodzi po ogrodzie, wyciąga roślinki spod okrycia, liczy straty i zastanawia się, co najpierw sadzić do doniczek, a  co może poczekać. Czasem wyczerpana ma wrażenie, że jej stan psychiczny jest zagrożony.

– Chyba wpadam w obłęd – myśli.
Któregoś dnia usłyszała:
– Nie przejmuj się, jesteśmy z tobą, pomagamy ci.
Natychmiast zadzwoniła do przyjaciółki i zapytała:
– Lucyna, to chyba schizofrenia?
– Nie, nie schizofrenia, nie przejmuj się, bo ja też słyszę podobnie jak ty.
To ją uspokoiło na chwilę, ale szybko zadała sobie pytanie:
– No dobrze, ale kto mi pomaga?
To co wydarzyło się  w najbliższą niedzielę być może było odpowiedzią na to pytanie Z powodu  wiosennego napięcia obudziła się o 4 rano. Postanowiła iść na mszę, która miała być odprawiana przy relikwiach św. Jadwigi do Katedry Wawelskiej na godz. 7
O szóstej rano była już w centrum, by delektować się niezwykle pięknym o tej porze Krakowem.


Wprawdzie słońce świeciło niemrawo, ale powietrze było rześkie i przejrzyste. Oko cieszyły kolorowe bratki, narcyze i zaczynające kwitnienie forsycje.Trawa nabrała świeżo wiosennego koloru.
Szła powoli Plantami. Minęła już Filharmonię, gdy nagle podszedł do niej zdenerwowany młody mężczyzna: szczupły, elegancki, duże piwne oczy i ciemne włosy. Taki jakiś gładki. Chciał dotrzeć na ulicę Szeroką na posterunek policji.
Był Portugalczykiem. Zaaferowany opowiadał, że w klubie ukradziono mu komórkę w której miał bilet na samolot do Lizbony. Ustalili, że  będą rozmawiać po angielsku i sama zdziwiła się, że  radzi sobie zupełnie nieżle. Miała wrażenie, że zna chłopaka od lat.
On cały czas mówił. Opowiadał, że jego miłość pochodzi z Polski, że znają się dwa lata. Teraz jest w Dubaju i że ona jutro leci do Lizbony,  gdzie mają się spotkać. Okazało się, że on sam ma lot dopiero za dwa dni, więc pocieszała go, że wszystko dobrze się skończy.
Szli razem do Wzgórza Wawelskiego i tam musieli się rozstać, bo ona skręcała na prawo do kościoła.
Gdy to usłyszał, przedstawił się:
– Na imię mam Angel.
– Pięknie – odpowiedziała.
Wtedy zrozumiała, że dzieje coś niezwykłego.
Angel powiedział jeszcze, że był pięć lat w seminarium i że bardzo ceni naszego Papieża Jana Pawła II.
Gdy żegnali się, on pocałował ją w rękę i  ułożywszy odpowiednio palce prawej dłoni pobłogosławił:
-In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti


Jeśli podobał ci się ten tekst zapraszam Cię do odwiedzenia kategorii warto wierzyć klikalny link, w którym znajdziesz inne teksty w podobnym stylu.

Sprawdź również inną moją historię klikalny link

Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. pola wymagane*