Anioł z Kleparza

Nastała jesień i niestety moje samopoczucie zaczęło szwankować. Trzeba było się ratować. Oznaczało to, że muszę iść na zakupy na Stary Kleparz.
Kleparz to kultowe krakowskie targowisko. Teraz to przyjemne, czyste, zadbane miejsce. Chodzę tam jak do rodziny, bo mam ulubionych sprzedających, z którymi znamy się od lat. Wymieniamy się nowinkami ze świata i ze swojego życia. Gdyby nie te pogaduszki zakupy robiłabym bardzo szybko, no ale jak można nie poplotkować co nieco?

Tamtego dnia uginałam się już pod ciężarem dwóch wypchanych siatek. Chciałam sobie ulżyć i wsparłam je na stole, przy którym młoda kobieta o świetlistej twarzy sprzedawała biżuterię. Wisiorki, kolczyki, bransoletki w różnych kolorach i kształtach. Wszystko to zrobione z żywicy z zatopionymi wewnątrz maleńkimi kwiatkami. Biżuteria była przepiękna.
Niestety mieliśmy chłodną pogodę, klientów mało…
Zmęczona dźwiganiem siatek oglądałam, podziwiałam i usiłowałam pomagać w sprzedawaniu.
Nie za bardzo było komu, więc zaczęłyśmy rozmawiać.

To było niesamowite. Od razu się rozumiałyśmy. Dużo opowiadała o sobie. Mieszkała w Grecji, Turcji, a niebawem wyjeżdża do pracy w Irlandii. Nie tylko wytwarza biżuterię, ale też maluje obrazy. Jej trzynastoletni syn zostaje w Polsce i widziałam, że to nie daje jej spokoju.


Przegadałyśmy chyba ze dwie godziny. Miałam wrażenie, że znamy się od zawsze. W opiniach byłyśmy zgodne, no może nie we wszystkim…zupełnie inaczej patrzyłyśmy na twórczość Beksińskiego i Picassa.
Mimochodem spojrzałam na wizytówkę mojej nowej znajomej, a na niej przeczytałam: Joanna Cherubin.

Jak to? Przecież cherubiny to najbliższa świta Pana Boga, a ich domeną jest mądrość.
Przyjrzałam się uważniej Joannie. Wszystko by się zgadzało. Wysoka, szczupła, zgrabna. Miała jasne rozpuszczone włosy, ujmujący uśmiech, ogromne oczy. I to światło od niej bijące! Brakowało jej jedynie skrzydeł!

Musiałam to sobie ułożyć w głowie. Złapałam siatki, odeszłam od stołu Joanny, bo łzy napłynęły mi do oczu. Jeszcze chwila i przesłoniły mi drogę. Przypomniałam sobie, jak to wczoraj w nocy skulona w łóżku prosiłam o pomoc w pozbyciu się marnego nastroju: Jezu, Ty się tym zajmij…

I zajął się, bo cóż może być piękniejszego od spotkania bratniej duszy.

Tak bym chciała, żeby Joanna nie musiała wyjeżdżać 'za chlebem’. Widzę oczami wyobraźni jej mały domek, wokół łąki i las… Joanna maluje, bo to zajęcie bardzo jej odpowiada i nie musi się martwić o pieniądze…
Dlaczego takie osoby jak ona: naturalne, subtelne, utalentowane nie trafiają na pierwsze strony gazet
zamiast tych wszystkich nabotoksowanych lalek?

I wybacz mi Panie Boże śmiałość, ale zasugeruję Ci: Czy to nie jest najwyższy czas, żeby odpowiednie osoby trafiały na odpowiednie miejsca?

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. pola wymagane*