Różowe Światło

Dzień był paskudny. Nie dosyć że lało, to było przeraźliwie zimno. Moja przyjaciółka Sława w końcu dopchała się do zatłoczonego tramwaju. Co z tego jeżeli za chwilę okazało się, że stoi obok wyjątkowo nieprzyjemnego mężczyzny. Był już podchmielony, wszystko mu przeszkadzało, rozpychał się i przeklinał. Co tu zrobić? Sława nie chciała przeciskać się w tłumie, więc tylko odwróciła się do niego tyłem. Nie wierzyła w bajki. Przypomniała sobie jednak, o czym rozmawiała poprzedniego dnia z koleżanką. Zamknęła oczy, skoncentrowała się i zastosowała metodę, o której dopiero co usłyszała. Po prostu w  wyobraźni otoczyła go różowym światłem miłości.
Nie minęła chwila a facet nie dosyć, że się uspokoił, to zaczął ją przepraszać! Po południu oszołomiona i szczęśliwa opowiedziała mi o tym zdarzeniu.

Od tej pory obie otulamy Różowym Światłem Miłości najpierw rodzinę, przyjaciół, a również i tych, z którymi trudno nam się dogadać. Otaczamy nim Polskę i całą kulę ziemską. Wszystkie żyjące istoty, rośliny i zwierzęta…
Wiemy, że światło to największa siła. Nie zna pojęcia walki. Ono tylko niweluje niskie wibracje i samo najlepiej wie, gdzie jest najbardziej potrzebne. Żeby proces był skuteczny, same musimy być w dobrej formie.

 

Czytaj dalej

Mówisz i masz

Nie umawiałam się z Anką tamtej niedzieli, ale się ucieszyłam z tego spotkania, bo zawsze miałyśmy o czym pogadać. Z przyjemnością zasiadłyśmy na ławeczce koło kościoła, bo chociaż była już połowa listopada, to słońce przygrzewało jak w lecie. Ciepełko rozleniwiało i dobrze, że Anka przejęła inicjatywę. Ona ma ciągle nowe pasje, nieraz po prostu nie nadążam…
Tym razem, z błyskiem w oku, zaczęła opowiadać o starej znajomej, która trafiła do domu opieki:
– Wiesz, cieszę się, że w końcu Tereska tam jest. Teraz nie chodzi z dwoma torbami przewieszonymi przez ramię i wypchanymi co cenniejszymi przedmiotami, nie musi troszczyć się o jedzenie. Ma ciepło, cztery posiłki dziennie, ciepłą wodę do mycia i nie jest sama. Kiedy zapytałam co chce na nowe miejsce zażyczyła sobie kubeczek : – bo będzie mi panią przypominał.
Anka była najwyraźniej podekscytowana i cieszyła się, że będzie jej pomagać.
Potem zeszłyśmy z niewysokiej górki, a tam dopiero czekało na nas coś niezwykłego!

Po prawej stronie dróżki stał słup z niewysoką betonową podmurówką i na tej podmurówce zobaczyłyśmy… kubeczek!
– Dla Tereski! wykrzyknęła Anka
Przeżyłyśmy szok!

Czytaj dalej