Wieczerza wigilijna była już gotowa. Potrawy pyszniły się na białej porcelanie z kobaltowymi i złotymi paseczkami. Choinka, przystrojona w bombki pamiętające ubiegły wiek, pachniała na cały dom, a rodzina w odświętnych ubraniach zgromadziła się w pobliżu świątecznego stołu. A potem był najpiękniejszy moment tego wieczoru: dzielenie się opłatkiem i składanie życzeń. Babcia Ela jak zwykle się rozczuliła i po kryjomu przełykała łzy, kiedy wypowiadała „niech Bóg obdarzy cię szczęściem i pokojem”. Życzenia trwały długo, wszyscy się ściskali i panowało lekkie zamieszanie, z kuchni zalatywał aromat barszczyku. Powoli emocje opadały i wszyscy zajmowali swoje miejsca przy stole, oczywiście oprócz tego jednego, czekającego na niespodziewanego gościa.
W tym momencie rozległ się dzwonek, a dziadek cicho westchnął:
– Któż to może być?
– Już biegnę otworzyć! – zaoferowałam się.
Dopadłam drzwi wejściowych, a na moje pytanie:
– Kto tam?
Usłyszałam cienki głosik:
Nie no, ci Kowalscy przesadzają, nawet w Wigilię czegoś im zabrakło, a ta ich Kaśka jeszcze się wygłupia … – przemknęło mi przez myśl. Z impetem otworzyłam drzwi i co zobaczyłam? Na wycieraczce stał, wypisz wymaluj, E.T.
Uznałam, że chyba mam omamy. Stworzonko nie poruszało się, tylko wbiło we mnie ślepka. Było podobne do E.T. z filmu sprzed lat, ale nieco większe. I tak staliśmy: ja i stworek, i mierzyliśmy się wzrokiem. W końcu on się odezwał.
– Od dawna wybierałem się do ciebie, ale nie było okazji. Dopiero dzisiaj udało mi się zabrać z transportem humanitarnym na ziemię.
– No dobrze, ale dlaczego akurat do mnie?
– Widzisz, przed laty badaliśmy i zapisywaliśmy reakcje ludzi oglądających film Spielberga o moich losach. Nikt nie przeżywał go aż tak intensywnie jak ty. Pamiętam, że kiedy po filmie zaświecono światło, na widowni dzieciaki śmiały się i rozrabiały, a ty miałaś twarz zalaną łzami. Nawet dostałaś spazmów ze wzruszenia! Przybywamy na Ziemię z misją pokojową, a zważywszy twoją wrażliwość i otwartość uznaliśmy, że nie moglibyśmy znaleźć nikogo lepszego do pomocy.
– Zapraszam do środka, wejdź, proszę – wydukałam zestresowana. – Tylko poczekaj chwilę, teraz muszę uświadomić rodzinę, jakiego gościa mogą się za chwilę spodziewać.
Pokonaliśmy parę schodków do salonu, ja z przodu, a za mną E.T.
– Wiecie, przyjechał do nas E.T. – powiedziałam i zauważyłam jak ciocia Madzia z przerażeniem w oczach szepcze coś do ucha mężowi.
W tym momencie stworek wysunął się zza mnie, a kiedy Zuza i Lena to zobaczyły, wydały okrzyk zachwytu. Resztę rodziny to rozbroiło i dało się słyszeć szelest akceptacji.
E.T. doprawdy potrafił się zachować, bo na początek przemówił:
– W dniu tak ważnym dla was składam wszystkim życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności. Przybyłem za waszą planetę z grupą moich rodaków aby pomóc wam zaprowadzić pokój na Ziemi.
Teraz dziadek, jako nestor rodziny, wskazał mu pusty talerz przy wigilijnym stole, a kiedy usłyszałam „Zapraszamy serdecznie!” byłam zdumiona, że w tym wieku nadal jest taki elastyczny. Nasz gość pięknie się prezentował pomiędzy Krysią i Mają, i dużymi ufnymi oczami wodził po nas, po potrawach, po choince. Dawniej pusty talerz czekał na zabłąkanego wędrowca, a my tu mamy ufoludka! Cóż, znak czasu, pomyślałam.
Szybko oprzytomniałam i zaczęliśmy ucztowanie. Z radia płynęły ciche kolędy, pachniała choinka, a na stół wjechał wyczekiwany barszczyk czerwony z uszkami.
– Jak ja lubię wasze ziemskie jedzenie… – powiedział E.T. i spałaszował cały talerz.
Potem zaczął opowiadać, że mieszkańcy wielu planet zawsze obserwowali naszą Ziemię. Śmieszna im się wydawała reakcja ziemskich rządów i wysyłanie pocisków w kierunku ich statków kosmicznych. Rada międzygalaktyczna ustaliła, że nadszedł najwyższy czas aby zareagować, bo ciągłe niesnaski i wojny między ludźmi bardzo negatywnie wpływają na cały wszechświat. Wysłano więc delegację, która ma pomóc w przywróceniu Ziemi pokoju i porządku. Nie bronią, nie kłótniami, ale miłością. Miłość wszystkich pogodzi.
Owa delegacja przywiozła ze sobą przetworniki energii, maleńkie pudełeczka o jednocentymetrowych ściankach. Będą przemieniać złość, zazdrość czy lęk w miłość, szczęście i zachwyt. Janusz, inżynier z krwi i kości, nie mógł przełknąć tej wiedzy i aż się zakrztusił ością. Tymczasem pojawiły się następne potrawy: karp po żydowsku, śledziki, pierożki, kutia. Biesiadnicy zgodnie zajadali się nimi z westchnieniami zachwytu: ale pycha, super, jakie to dobre…
Zaczęto zadawać E.T. pytania, a on grzecznie odpowiadał. Rodzina była wyraźnie poruszona perspektywą rozprowadzania urządzenia po całym globie, co miało się wiązać z pokaźnym zarobkiem. Przy serniku okazało się, że rada międzygalaktyczna chce działać z ukrycia, aby nie wzbudzać w Ziemianach poczucia winy. Wymyśliła sobie, że najlepszym miejscem na magazyn przetworników energii, w niebagatelnej ilości paru ton, będzie nasz garaż. Jako świeżo mianowana Ambasadorka Zmian Na Ziemi, w skrócie AZNZ, nie mogłam im odmówić.
Zatem, jeżeli stwierdzą Państwo wokół siebie niskie wibracje, podania o wydanie przetwornika dostarczajcie wyłącznie do mnie, Waszej AZNZ.
