Myślałem, że życiowe zawirowania mam już za sobą. W doborowym towarzystwie drzemałem sobie na najwyższej półce dwustuletniego kredensu i było mi dobrze. Z jednej strony moją sąsiadką była maciupeńka, sygnowana biała filiżanka wyprodukowana w Petersburgu, a z drugiej, też biała, kruszyna, znacznie starsza, z Ćmielowa.
Lubiłem pogawędki z moimi koleżankami bo wiele przeszły i miały doświadczenie – zupełnie tak jak ja.
Ja? Nieduży kubeczek z napisem „Zdenek” w kwiatowym obramowaniu. Dotąd nikt mi nie powiedział, że jestem cokolwiek wart, ale niedawno moja nowa właścicielka, Ela, zauważyła koronę w sygnaturze i narobiła szumu o mojej rzekomej wartości. Niestety zdarzyła się tragedia i do dzisiaj nie jestem pewien, czyja to była wina.
