Lubię przystanki autobusowe i tramwajowe. Nigdy się nie złoszczę, że muszę tam zbyt długo czekać, ponieważ wcielam się wtedy w rolę obserwatora i nie uważam, że to czas stracony. Pracuję w ogrodzie i to najczęściej sama, a w takim miejscu miewam nieoczywiste spotkania.
Najbliższy przystanek koło mojego domu górnolotnie nazwałam przystankiem pojednania z powodu tego co się tutaj wydarzyło.
A było to tak: kiedy wybieram się do miasta zazwyczaj jestem w doskonałym humorze. Właśnie w takim nastroju na moim przystanku pogodziłam się z dwoma sąsiadkami. Pierwsza była Bogu ducha winna, po prostu przez dwadzieścia lat ignorowałyśmy się i udawałyśmy, że się nie widzimy. Druga natomiast jest moją sąsiadką szmat czasu i zdołała mi nieźle zaleźć za skórę. Cóż to jednak było wobec mojego świetnego humoru…W takich chwilach cały świat się do mnie śmieje, a ja również nie pozostaję dłużna i wszystkich kocham. Kiedy więc przyszłam w takim nastroju na przystanek moja miłość objęła również i te sąsiadki. Sama wyciągnęłam do nich rękę na zgodę, a one jej nie odrzuciły. Nie mogło być innej drogi.
![]()
